Anna Kondratowicz - Dziennikarka, redaktorka, od 10 lat związana z mediami kobiecymi. Od 2009 roku prowadzi własny serwis www.iBeauty.pl poświęcony urodzie i nowościom kosmetycznym. Jego powstaniu przyświecała idea stworzenia kolorowego magazynu on line, o unikalnej grafice i wysokiej jakości merytorycznej. W pracy realizuje swoje hobby:-). Wierzy, że dobre uczynki w biznesie, uczciwość i rzetelność zawsze wracają. Ciągle uczy się trudnej sztuki prowadzenia własnej firmy, co - jako dla typowej humanistki - jest dla niej podwójnym wyzwaniem. Mama dwojga dzieci - młodsze rodziło się razem z pomysłem na własny portal i było jedną z największych motywacji.
Zobacz wywiad wideo z Anną Kondratowicz.
Zobacz wywiad wideo z Anną Kondratowicz.
Moja definicja sukcesuŻyć tym, co się lubi. Z pasją i dla pasji. Jednocześnie pracować, aby żyć, a nie żyć tylko po to, aby pracować (to jak z jedzeniem;-).
Rozwijać się każdego dnia i inspirować do tego innych, także w pracy. Umożliwiać im to… w miarę własnych możliwości – z pełną wiarą i przekonaniem, że te są nieograniczone.
Mieć umysł i kreatywność otwartą na kolejne i jeszcze kolejne pomysły, nawet te pozornie nierealistyczne. Nie bać się wyzwań i je podejmować – wtedy radość z sukcesu w nowej branży jest podwójna.
Obowiązkowo mieć czas dla rodziny, przyjaciół i samej siebie – nie jako efekt wyrzutów sumienia pracoholika, ale to co w życiu ważne, kochane, pożądane.
Budzić się każdego ranka z myślą: cieszę się, że żyję dla siebie i innych!
Moja droga do sukcesu
Gdyby 3 lata temu ktokolwiek powiedział mi, że za niedługo będę prowadzić własną firmę, postukałabym się w czoło. Ja – wicenaczelna dobrego pisma? Ja, doceniana, opłacana i – choć trochę niedoceniana – zadowolona z tego, do czego doszłam? Ja – wieczny mentalny etatowiec, która ilekroć zmieniałam pracę, w piątek kończyłam w jednym miejscu, a w poniedziałek zaczynałam w nowym, żeby w międzyczasie nie czuć się niechcianą i bezużyteczną? Ja – dla której wizja braku regularnej pensji na koncie była równa wizji końca świata…?! A jednak!
Motywacja
Tak naprawdę było to kilka czynników: znużenie (z pracą podobno jak ze związkiem – podobno po 7 latach człowiek zaczyna się po raz pierwszy zastanawiać, czy warto ciągnąć to dalej:-), zmęczenie (korporacyjne oszczędności kryzysowe dotknęły już nawet te „miłe” miejsca pracy), coraz więcej znajomych ruszających na podbój swojego (w tym jeden świetny coach), drugie dziecko w drodze i wizja, że podobnie jak to starsze powie mi kiedyś przy porannym buziaku: „Mamo, tylko proszę cię, nie wróć później niż późno…”
Decyzja
Zapadła w 2. miesiącu ciąży. Mało tego, mieliśmy w niej chodzić obydwoje – postanowiliśmy bowiem z mężem, grafikiem, przez lata pracującym w dużej agencji reklamowej, że zaangażujemy się w ten projekt razem. Dla nas – podwójne wyzwanie, dla wielu znajomych – podwójne samobójstwo zawodowe… I właśnie te negatywne przekonania – tkwiące też w mojej głowie – były najtrudniejsze do pokonania na starcie.
Otwieramy się!
W zbudowaniu wewnętrznego przekonania, że warto zaryzykować i że musi się udać, pomógł mi coaching. Pamiętam szczególnie jedną sesję, która przewróciła moją mentalność na drugą stronę.
Ustawiałam 4 drogi, jakimi mogę pójść po urodzeniu dziecka: 1) powrót na etat (znużenie), 2) powrót na pół etatu (= połowa pensji, o ile się w ogóle zgodzą), 3) inna firma (to samo, ale może z gorszym szefem, akurat szefową miałam naprawdę świetną, co dodatkowo utrudniało mi podjęcie decyzji), 4) własna firma! I tylko ta droga otwierała mi w głowie jakąś szeroką furtkę, wizję, że mogę wiele osiągnąć i się rozwijać!
Kolejne trudności
Zaczęliśmy, mając świadomość, że to dopiero początek wielu trudności. Jak odnaleźć się w nowej branży, jak zaplanować strategię (bez znajomości branży), jak promować stronę, jak oszacować zyski, jak, jak, jak… Pytań było wiele, i wiele rzeczy robiliśmy intuicyjnie (dlatego swój sukces uważam za podwójny;-).
Bardzo trudnym doświadczeniem było też dla mnie zarządzanie ludźmi. U mnie wiązało się to też na początku z niefortunnymi wydatkami – bolesne doświadczenie zwłaszcza dla kogoś, kto nigdy nie lubił marnować pieniędzy. Musiałam (i ciągle muszę) uczyć się asertywności, wymagania, stawiania żądań, celów, egzekwowania wyników – a jednocześnie zależy mi na budowaniu w pracy przyjaznej i inspirującej do rozwoju atmosfery.
Non stop w pracy
W moim życiu nastąpiła jeszcze jedna duża zmiana: wiele osób myśli, że jak zacznie prowadzić własny biznes, będzie mieć więcej czasu dla siebie. Nic bardziej mylnego – potwierdzam tylko opinie wielu prywatnych przedsiębiorców.
Tutaj praca nigdy się nie kończy. Jesteś w niej nawet, gdy śnisz – zamiast o pływaniu na ekskluzywnym jachcie to o tym, czy faktury spłyną na czas, gdy idziesz ze znajomymi na imprezę (wizytówki zawsze w torebce), gdy usypiasz dziecko (bo to dobry, spokojny moment na planowanie)… A gdy dzieci usypiają, ty wracasz do komputera. Tak się jednak nie da non stop. Poza tym pracoholizm nie wpisuje się w moją definicję kobiety sukcesu.
Wewnętrzny etat
I dlatego uważam, że tylko ktoś, kto potrafi być swoim wewnętrznym pracodawcą, kto sam potrafi ustalić sobie „wewnętrzny etat” – może z sukcesem pracować na swoim biznesem i z sukcesem łączyć życie zawodowe z osobistym.
Uczestniczyłam raz w szkoleniu Akademii Sukcesu o planowaniu własnego czasu. Byłam bardzo zadowolona z samej siebie, bo… niczego nowego się nie dowiedziałam (ale szkolenie polecam!). Okazało się, że zupełnie nieświadomie stosuję techniki na nim prezentowane:-) Z drugiej jednak strony – mój czas jest bardziej elastyczny. Choć rodził się właśnie mój biznes, wiele czasu przebywałam z moją wówczas nowo narodzoną córeczką (a przy starszym synku wracałam do pracy, gdy miał 3,5 miesiąca, żeby tylko nie stracić etatu…). Wracam do domu codziennie ok. 16.00 i czas spędzony z rodziną wynagradza mi długie wieczory, które często spędzam przed komputerem.
Ja, Kobieta Sukcesu 2011
Nie potrafię myśleć o swoim sukcesie bez myślenia o mojej rodzinie, przyjacielach i ludzi z nami współpracujących;-) Gdyby nie oni, prawdopodobnie iBeauty.pl by nie istniało. A nawet gdyby istniało, byłoby sposobem na zarabianie, a nie na piękne życie;-)
Oto moje 7 Pięknych Wyznaczników Kobiecego Sukcesu:
1. Praca z kobietami i dla kobiet
Choć jestem szczęśliwą mężatką, a mój wspaniały mąż prowadzi razem ze mną firmę, wierzę w siłę kobiet! Widać ją na naszej stronie, w forumowych dyskusjach naszych użytkowniczek. Ostatnio zrobiliśmy dla nich akcję metamorfoz. Laureatki zostały przez jeden dzień poddane opiece specjalistów od wizerunku, efekty uwieczniliśmy na zdjęciach. Mówiły, że ten dzień odmienił ich życie. Że stały się pewniejsze siebie i piękniejsze! Dla takich momentów warto pracować po nocach, naprawdę! Nawet pisząc o kosmetykach, można mieć poczucie, że robi się coś dla innych kobiet. Poza tym odpowiada mi kobiecy styl zarządzania, wierzę, że można z miękkim podejściem twardo negocjować;-)
2. Uczciwość i rzetelność
Gdy zaczynałam, wszyscy mówili mi, że bez „odrobiny krętactwa”, zawyżania statystyk itp. nie można prowadzić biznesu w tej branży. A jednak! Może zajmuje to więcej czasu i wysiłku, ale można. Poza tym ja ciągle wierzę, że dobre uczynki w biznesie wracają. I tego się trzymam.
3. Indywidualność i niezależność
Nasza strona ma piękny make-up i merytorykę na wysokim poziomie – stawiamy na jakość, bez kompromisów. Prowadząc swój biznes, nie muszę uginać się pod presją innych, choć chętnie słucham podpowiedzi mądrzejszych.
4. Poszanowanie innych
Miła atmosfera pracy nie wyklucza obustronnego szacunku – pracodawcy względem pracownika i odwrotnie. Chcę, aby moi współpracownicy się rozwijali, staram się dawać im do tego narzędzia. Cieszę się, gdy sami stawiają sobie kolejne wyzwania, wspieram ich w realizacji zamierzeń. Dzięki temu są nie tylko lepszymi, ale też szczęśliwszymi pracownikami.
5. Kreatywność i otwartość
W prowadzeniu własnej działalności najbardziej podoba mi się to, że gdy już raz podważysz sobie w głowie jakąś klapkę przedsiębiorczości, to następne otworzą się same. Jeden nowy pomysł rodzi co najmniej 5 kolejnych. Mam w planach nową stronę, nowe aplikacje, nowe działalności. Wszystko jest kwestią czasu i dobrego planu, a nie tylko marzeniem. Chcę się ciągle rozwijać w tym, co robię – celem na 2011 rok jest dla mnie opanowanie trudnej sztuki budowania strategii i planowania finansowego.
6. Poczucie spełnienia
To cel i droga do celu. Bez tego każdy sukces, np. finansowy, byłby porażką. Na poczucie spełnienia składają się małe kroczki: satysfakcja z udanej akcji, pomysł na świetny tekst, udział w rozwijającym szkoleniu. Ale też: przyjemne popołudnie z rodziną, wypad z dzieckiem do kina w środę na 12.00, planowanie nowych przedsięwzięć przy kawie we własnym ogrodzie. Życie w harmonii i równowadze.
7. Konstruktywne podejście
Jestem osobą, która nie poddaje się łatwo przeciwnościom losu. I w tym też upatruję swojego sukcesu. Strona ciągle jest „na dorobku”, a to oznacza pewnie jeszcze wiele miesięcy ciężkiej pracy przed nami do osiągnięcia stabilnej i przewidywalnej sytuacji finansowej. I pomyśleć, że ja - były superetatowiec - działam ze spokojem dalej, a każdą porażkę traktuję jako trampolinę do kolejnego sukcesu (wiecie, co? refleksja nad tym sprawiła, że sama postanowiłam sobie pogratulować, a robię to bardzo rzadko:-).
I tych zasad zamierzam się trzymać w 2011 roku.
Serdecznie pozdrawiam wszystkie kobiety sukcesu – także też przyszłe
Ania








