Karin Lesiak - Od prawie 17 lat matka trójki dzieci, od roku właścicielka firmy "Szkiełko i Oko". Zgodnie z myślą Konfucjusza "Powiedz mi , a zapomnę, pokaż mi, a zapamiętam, pozwól mi zrobić, a zrozumiem" prowadzi zajęcia edukacyjne dla dzieci, łącząc zabawę z nauką wykorzystując naturalną ciekawość poznania świata i chęć do zabawy.
Zobacz wywiad wideo z Karin Lesiak.
Zobacz wywiad wideo z Karin Lesiak.
Moja definicja sukcesuSukces to połączenie przyjemności, pasji i zarabiania.
Moja droga do sukcesu
Mój sukces rozpoczął się w dniu mojego urodzenia. Własciwie to był sukces moich rodziców. Mój to samodzielne oddychanie, niby nic, a jednak bardzo ważna umiejętnośc. Prawidłowy oddech pozwala często złapać odpowiedni rytm. Kilka razy w życiu traciłam ten rytm.
Najtrudniejszy był kilka lat temu: Kochająca rodzina - on, ona i trojka wspaniałych dzieci, dwa koty. On zadecydował o wyjeździe do pracy zagranicę, ona została z dziećmi w kraju. Tylko 3 miesiące, potem dłużej, i dłużej. Było coraz trudniej i psychicznie, i materialnie. Dzieci tęskniły. Coraz częściej musieliśmy sobie radzić ze swoją samotnością. Tatuś odzwyczajał się od dzieci,od żony…
Depresja, załamanie i oddech, który należało wprowadzić do życia. Zrzucić „betonowe” buty i ruszyć z miejsca. Przeprowadziłam się z wygodnego, dużego domu do małego mieszkania w Warszawie. Do mojej Warszawy - tu się urodziłam i wiele lat mieszkałam. Potrzebowałam tej zmiany. Zapisałam dzieci do szkół - najstarszą do gimnazjum, młodsze do szkoły podstawowej ( 1 i 3 klasa). A sama musiałam zastanowić się co mogę robić w życiu, aby zarobić pieniądze. Nie było dobrze. Kierunek szkoły jaki ukończyłam nie wydawał mi się na obiecujący w poszukiwaniach pracy. Ja od zawsze byłam w domu i moja praca to prowadzenie domu, opieka nad dziećmi.
To właśnie był mój atut. Moje dzieci nigdy się nie nudziły w domu. Zawsze wymyślałam mnóstwo zabaw, często koleżanki i koledzy dzieci przychodzili do nas i powtarzali: „bo wasza mama robi fajne rzeczy”. To była myśl - robić coś dla dzieci. Założyć przedszkole? Zostać nianią? Pierwszy pomysł wspaniały, tylko trudny dla mnie w realizacji, drugi pomysł dobry, ale pieniądze jakie można zarobić opiekując się jednym dzieckiem chyba nie byłyby zbyt porywające.
I wtedy przez przypadek znalazłam ogłoszenie firmy poszukującej instruktorów do zajęć z dziećmi. To było to co potrafiłam i lubiłam. Przez jakiś czas bawiłam się świetnie. Dzieci bardzo mnie lubiły. Niestety była mała wielka wada tej pracy: bardzo małe wynagrodzenie. W tym czasie doprowadziłam do prawnego rozwiązania małżeństwa, i prawnego rozwiązania problemu pieniędzy dla dzieci. Krótko mówiąc rozwód i alimenty. Bardzo się bałam i pewnie gdyby nie przyjaciele, którzy wspierali mnie bardzo, długo jeszcze nie zdecydowałabym się na te kroki. Nasze małżeństwo było fikcją, a ja długo łudziłam się, że może jednak… Kiedyś myślałam, że zbyt długo zwlekałam. Jednak przyjaciele uświadomili mi, że to był najlepszy moment, ponieważ to ja tak zdecydowałam. Rozdział zamknęłam.
Mój największy Przyjaciel zabrał mnie i moją najstarszą córkę w podróż do Belize. To była wspaniała wyprawa pełna pokonywania moich „strachów”. Największy to strach przed otwartą przestrzenią i wodą jednocześnie. Kilka dni pływaliśmy na bardzo malutkich katamaranach po Morzu Karaibskim pomiędzy wyspami. Piękne krajobrazy i wspaniały świat podwodny powodował, że czułam się wspaniale. Moim strachem jest lęk przed wodą i nieumiejętność pływania. Tam w kapoku i trzymając rękę prawdziwego Przyjaciela „pływałam” oglądając wspaniałe rafy koralowe, przepiękne ryby. Potem jeszcze zeszłam do jaskini miejsca związanego z kulturą Majów, pokonując długie korytarze wypełnione wodą (mój strach).
A dżungla nocą i do tego w zimnej rzece. O tak, tego też się bałam, przecież dzikie zwierzęta czekają tam żeby mnie zjeść. Spływ rzeką miał być popołudniową 2 godzinną łatwą wyprawą z przewodnikiem. Okazało się, że przewodnik „troszkę się zagubił” i wyprawa nagle okazała się dośc trudną. Udało się przejść zimną rzeką do obozu. Po tej przygodzie wejście do dżungli nocą nie było straszne. Zwłaszcza, że obejrzenie ruin piramid Majów przy świetle Księżyca było tego warte. Zupełnie niespodziewanie spadł deszcz (pora sucha) i jedyne miejsce gdzie można się było ukryć była to kryjówka pod grobowcem. Oczywiście, że się bałam i już nie wiem czy tego, że to był grobowiec (pusty) czy, że wewnątrz latał nietoperz. Widok dżungli z wysokości piramidy o świcie był fantastyczny. Potem był jeszcze jeden mały strach - zjazd linami pomiędzy orgromnymi drzewami. Wyprawa bardzo wodna spowodowała, że moje strachy bardzo się zmniejszyły. Wróciłam silna. Nabrałam dużo powietrza i ruszyłam do przodu.
Stworzyłam firmę, która organizuje zajęcia dzieciom, aby mogły poznawac świat w sposób dla siebie najfajniejszy, czyli przez zabawę. Przyznaję się, że zabrałam się do tego w sposób bardzo nieprzemyślany. Wydawało mi się, że nie potrzebuję pieniędzy, żeby rozpocząć. To był błąd. Należało wolniej rozpocząć działalność za to zdobyć fundusze. Stało się jednak inaczej, dlatego tym bardziej jestem z siebie dumna, że udało mi się zacząć. Dzeciaki lubią się uczyć i potrafią zapamiętać trudne, naukowe terminy. Sytuacja finansowa wielu przedszkoli nie pozwala na wprowadzanie moich zajęć, jednak zmienia się to i coraz częściej dostaję zlecenia.
Staram się również pracować charytatywnie - zawsze można coś zrobic dla innych. Prowadzę zajęcia w szkole z dziećmi niepełnosprawnymi. Raz w miesiącu spotykam się z nimi. Są bardzo serdeczni i bardzo się cieszą z moich wizyt. To ważne dać coś z siebie tym, którzy są w potrzebie.
Czy ja już osiągnęłam sukces? Częściowo tak, dokonałam wielu zmian i jeszcze długa droga przede mną. Moje dzieci są jeszcze młode. W tym roku zmieniamy szkołę podstawową na gimnazjum, klasę 4 na 5 i przechodzimy do 2 klasy liceum. Mój wspaniały Przyjaciel jest z nami i mam nadzieję, że będzie długo….
Ja, Kobieta Sukcesu 2011
Ja kobieta sukcesu - matka
To dla mnie ogromny sukces. Troje dzieci to ogromne wyzwanie. Pamiętam, że po urodzeniu pierwszej córki, jeszcze na sali operacyjnej, powtarzalam sobie, że nigdy wiecej tego strachu. Powtarzałam sobie to jeszcze 2 razy. Teraz mam dwie wspaniałe córki i wspaniałego syna. Są dla mnie bardzo ważni i wiem, że gdyby nie oni, nie miałabym sił na pokonanie swoich strachów.
Ja kobieta sukcesu – kobieta
Przypomniano mi, że jestem kobietą. Powinnam myślec o sobie, spełniac również swoje potrzeby, myślec o sobie. To wspaniałe uczucie zrobic coś dla siebie. Kurs pewności siebie był bardzo dobrym pomysłem. Chociaż byłam bardzo zaskoczona, że wiekszosc zadań była dla mnie oczywista w wykonaniu. Musiałam jeszcze pokonac mojego wielkiego krytyka... Dałam radę.
Ja kobieta sukcesu- przedsiębiorczyni
Mam firmę, Spełniam się w pracy, Uwielbiam pracę z dziecmi, Dzieci są wspaniałe i potrzebują nas dorosłych aby poznac świat w sposób najbardziej przyjazny. Często zaczynam zajęcia i widzę dzieci które sprawiają trudności na początku naszych spotkań.Potem kolejne spotkania powodują, że stają się moimi najlepszymi asystentami… Każdy człowiek jest dobry i może z siebie dac dobro tylko do każdego trzeba dotrzec…
Ja kobieta sukcesu – córka
Moja Mama to Kobieta, która dała mi dużo czasu mimo, że tak naprawdę sama go nie miała. W latach osiemdziesiątych samodzielnie wychowywała mnie i moją siostrę. Staram się pamiętać o tym, by dla Mamy zawsze znaleźć czas.
Moja droga do sukcesu
Mój sukces rozpoczął się w dniu mojego urodzenia. Własciwie to był sukces moich rodziców. Mój to samodzielne oddychanie, niby nic, a jednak bardzo ważna umiejętnośc. Prawidłowy oddech pozwala często złapać odpowiedni rytm. Kilka razy w życiu traciłam ten rytm.
Najtrudniejszy był kilka lat temu: Kochająca rodzina - on, ona i trojka wspaniałych dzieci, dwa koty. On zadecydował o wyjeździe do pracy zagranicę, ona została z dziećmi w kraju. Tylko 3 miesiące, potem dłużej, i dłużej. Było coraz trudniej i psychicznie, i materialnie. Dzieci tęskniły. Coraz częściej musieliśmy sobie radzić ze swoją samotnością. Tatuś odzwyczajał się od dzieci,od żony…
Depresja, załamanie i oddech, który należało wprowadzić do życia. Zrzucić „betonowe” buty i ruszyć z miejsca. Przeprowadziłam się z wygodnego, dużego domu do małego mieszkania w Warszawie. Do mojej Warszawy - tu się urodziłam i wiele lat mieszkałam. Potrzebowałam tej zmiany. Zapisałam dzieci do szkół - najstarszą do gimnazjum, młodsze do szkoły podstawowej ( 1 i 3 klasa). A sama musiałam zastanowić się co mogę robić w życiu, aby zarobić pieniądze. Nie było dobrze. Kierunek szkoły jaki ukończyłam nie wydawał mi się na obiecujący w poszukiwaniach pracy. Ja od zawsze byłam w domu i moja praca to prowadzenie domu, opieka nad dziećmi.
To właśnie był mój atut. Moje dzieci nigdy się nie nudziły w domu. Zawsze wymyślałam mnóstwo zabaw, często koleżanki i koledzy dzieci przychodzili do nas i powtarzali: „bo wasza mama robi fajne rzeczy”. To była myśl - robić coś dla dzieci. Założyć przedszkole? Zostać nianią? Pierwszy pomysł wspaniały, tylko trudny dla mnie w realizacji, drugi pomysł dobry, ale pieniądze jakie można zarobić opiekując się jednym dzieckiem chyba nie byłyby zbyt porywające.
I wtedy przez przypadek znalazłam ogłoszenie firmy poszukującej instruktorów do zajęć z dziećmi. To było to co potrafiłam i lubiłam. Przez jakiś czas bawiłam się świetnie. Dzieci bardzo mnie lubiły. Niestety była mała wielka wada tej pracy: bardzo małe wynagrodzenie. W tym czasie doprowadziłam do prawnego rozwiązania małżeństwa, i prawnego rozwiązania problemu pieniędzy dla dzieci. Krótko mówiąc rozwód i alimenty. Bardzo się bałam i pewnie gdyby nie przyjaciele, którzy wspierali mnie bardzo, długo jeszcze nie zdecydowałabym się na te kroki. Nasze małżeństwo było fikcją, a ja długo łudziłam się, że może jednak… Kiedyś myślałam, że zbyt długo zwlekałam. Jednak przyjaciele uświadomili mi, że to był najlepszy moment, ponieważ to ja tak zdecydowałam. Rozdział zamknęłam.
Mój największy Przyjaciel zabrał mnie i moją najstarszą córkę w podróż do Belize. To była wspaniała wyprawa pełna pokonywania moich „strachów”. Największy to strach przed otwartą przestrzenią i wodą jednocześnie. Kilka dni pływaliśmy na bardzo malutkich katamaranach po Morzu Karaibskim pomiędzy wyspami. Piękne krajobrazy i wspaniały świat podwodny powodował, że czułam się wspaniale. Moim strachem jest lęk przed wodą i nieumiejętność pływania. Tam w kapoku i trzymając rękę prawdziwego Przyjaciela „pływałam” oglądając wspaniałe rafy koralowe, przepiękne ryby. Potem jeszcze zeszłam do jaskini miejsca związanego z kulturą Majów, pokonując długie korytarze wypełnione wodą (mój strach).
A dżungla nocą i do tego w zimnej rzece. O tak, tego też się bałam, przecież dzikie zwierzęta czekają tam żeby mnie zjeść. Spływ rzeką miał być popołudniową 2 godzinną łatwą wyprawą z przewodnikiem. Okazało się, że przewodnik „troszkę się zagubił” i wyprawa nagle okazała się dośc trudną. Udało się przejść zimną rzeką do obozu. Po tej przygodzie wejście do dżungli nocą nie było straszne. Zwłaszcza, że obejrzenie ruin piramid Majów przy świetle Księżyca było tego warte. Zupełnie niespodziewanie spadł deszcz (pora sucha) i jedyne miejsce gdzie można się było ukryć była to kryjówka pod grobowcem. Oczywiście, że się bałam i już nie wiem czy tego, że to był grobowiec (pusty) czy, że wewnątrz latał nietoperz. Widok dżungli z wysokości piramidy o świcie był fantastyczny. Potem był jeszcze jeden mały strach - zjazd linami pomiędzy orgromnymi drzewami. Wyprawa bardzo wodna spowodowała, że moje strachy bardzo się zmniejszyły. Wróciłam silna. Nabrałam dużo powietrza i ruszyłam do przodu.
Stworzyłam firmę, która organizuje zajęcia dzieciom, aby mogły poznawac świat w sposób dla siebie najfajniejszy, czyli przez zabawę. Przyznaję się, że zabrałam się do tego w sposób bardzo nieprzemyślany. Wydawało mi się, że nie potrzebuję pieniędzy, żeby rozpocząć. To był błąd. Należało wolniej rozpocząć działalność za to zdobyć fundusze. Stało się jednak inaczej, dlatego tym bardziej jestem z siebie dumna, że udało mi się zacząć. Dzeciaki lubią się uczyć i potrafią zapamiętać trudne, naukowe terminy. Sytuacja finansowa wielu przedszkoli nie pozwala na wprowadzanie moich zajęć, jednak zmienia się to i coraz częściej dostaję zlecenia.
Staram się również pracować charytatywnie - zawsze można coś zrobic dla innych. Prowadzę zajęcia w szkole z dziećmi niepełnosprawnymi. Raz w miesiącu spotykam się z nimi. Są bardzo serdeczni i bardzo się cieszą z moich wizyt. To ważne dać coś z siebie tym, którzy są w potrzebie.
Czy ja już osiągnęłam sukces? Częściowo tak, dokonałam wielu zmian i jeszcze długa droga przede mną. Moje dzieci są jeszcze młode. W tym roku zmieniamy szkołę podstawową na gimnazjum, klasę 4 na 5 i przechodzimy do 2 klasy liceum. Mój wspaniały Przyjaciel jest z nami i mam nadzieję, że będzie długo….
Ja, Kobieta Sukcesu 2011
Ja kobieta sukcesu - matka
To dla mnie ogromny sukces. Troje dzieci to ogromne wyzwanie. Pamiętam, że po urodzeniu pierwszej córki, jeszcze na sali operacyjnej, powtarzalam sobie, że nigdy wiecej tego strachu. Powtarzałam sobie to jeszcze 2 razy. Teraz mam dwie wspaniałe córki i wspaniałego syna. Są dla mnie bardzo ważni i wiem, że gdyby nie oni, nie miałabym sił na pokonanie swoich strachów.
Ja kobieta sukcesu – kobieta
Przypomniano mi, że jestem kobietą. Powinnam myślec o sobie, spełniac również swoje potrzeby, myślec o sobie. To wspaniałe uczucie zrobic coś dla siebie. Kurs pewności siebie był bardzo dobrym pomysłem. Chociaż byłam bardzo zaskoczona, że wiekszosc zadań była dla mnie oczywista w wykonaniu. Musiałam jeszcze pokonac mojego wielkiego krytyka... Dałam radę.
Na tegoroczne walentynki dałam sobie prezent - kurs jogi. Jestem bardzo zadowolona i szczęśliwa.
Ja kobieta sukcesu- przedsiębiorczyni
Mam firmę, Spełniam się w pracy, Uwielbiam pracę z dziecmi, Dzieci są wspaniałe i potrzebują nas dorosłych aby poznac świat w sposób najbardziej przyjazny. Często zaczynam zajęcia i widzę dzieci które sprawiają trudności na początku naszych spotkań.Potem kolejne spotkania powodują, że stają się moimi najlepszymi asystentami… Każdy człowiek jest dobry i może z siebie dac dobro tylko do każdego trzeba dotrzec…
Ja kobieta sukcesu – córka
Moja Mama to Kobieta, która dała mi dużo czasu mimo, że tak naprawdę sama go nie miała. W latach osiemdziesiątych samodzielnie wychowywała mnie i moją siostrę. Staram się pamiętać o tym, by dla Mamy zawsze znaleźć czas.








