Konferencja "Świat kobiet z pasją" – Program
13.00-13.30 - Rejestracja na konferencję
13.30-14.45-"Po co nam pasja? - czym jest pasja, jak ją wydobyć, dlaczego warto oraz czy każdy i czy zawsze żyć z pasją; gość specjalny: Andrzej Komorowski
14.45-15.00 - Przerwa
15.00- 16.15- "Pasja sposobem na życie - czy z pasji można żyć, jak przekuć hobby w biznes, jak rozwijać siebie i własne pasje; goście: Paulina Przybysz, Joanna Wysoczyńska
16.15-18.30- "Kobieta na końcu świata - jak odważyć się na ryzykowną podróż, przełamać bariery psychiczne i finansowe, jak konsekwentnie relaizować marzenia i czy zawsze warto; goście: Anna Grebieniow, Marta Sziłajtis-Obiegło, Karolina Sypniewska
18.30-18.45- Przerwa
18-45-19.00 - Rejestracja na spotkanie networkingowe
19.00- 21.00- spotkanie networkingowe "Wyzwolić pasję i energię"
O Prelegentach:
Jako doradca rodzinny, terapeuta i seksuolog kliniczny z wieloletnią praktyką, hołduje psychomedycznemu modelowi diagnostyki i pomocy terapeutycznej. Dlatego też, od lat współpracuje z innymi doradcami, psychoterapeutami i lekarzami wielu specjalności. Pomaga i doradza dorosłym w ich problemach indywidualnych, partnerskich jak i rodzinnych. Skupia się głównie na pomocy i konsultacji psycho-interwencyjnej krótko i średnioterminowej. Zajmuje się również elementami mediacji, coaching`u, prezentacji medialnej, psychodoborem kadr oraz szeroko rozumianą sferą edukacji i publicystyki (telewizja, radio i prasa) w zakresie problemów społecznych.
Jest wykładowcą akademickim i działa w szeregu towarzystw naukowych oraz kultury i sztuki (m in. Polskie Towarzystwo Terapeutyczne, Polskie Towarzystwo Seksuologiczne, Międzynarodowe Stowarzyszenie "Przyszłość Mediów" oraz Towarzystwo im. F. Chopina)
Swoje credo życiowe i zawodowe poleca zarówno moim Przyjaciołom jak i Klientom/Pacjentom. Opiera się ono na maksymie Fiodora Dostojewskiego - "Życie to raj, którego klucze są w naszych rękach".
MARTA SZIŁAJTIS-OBIEGŁO
Przygodę z żeglarstwem rozpoczęła w liceum. Kontynuowała naukę na kierunku, który nie kolidował z licznymi wyjazdami – Turystyka i Rekreacja. W 2008 roku uzyskała tytuł magistra na Akademii Wychowania Fizycznego im. E. Piaseckiego w Poznaniu. Obecnie kontynuuje naukę na studiach podyplomowych. Mimo że czasy szkolne spędziła w Poznaniu, sentyment do morza pozostał.
Pierwszy rejs pełnomorski odbyła do Szwecji. Sternikiem jachtowym została w przerwie między egzaminami maturalnymi i razem z Tatą zaczęła się udzielać w Yacht Klubie „STAL” w Gdyni. Po odbyciu stażu- kilkunastu ciekawych rejsów, kursie manewrowym i egzaminach otrzymała trzeci już patent: jachtowego sternika morskiego.
Egzamin kapitański zdawała w ostatniej sesji, wg starych zasad, w roku 2005 i tak w wieku 19 lat została najmłodszym kapitanem ze starym patentem. Propozycji wyjazdów było coraz więcej i tak jest do dzisiaj. Właśnie teraz zakończyła największy w jej życiu rejs. Jak mówi „dotychczas”, co niewątpliwie zapowiada kolejne przygody.
Żeglowała po Bałtyku, Morzu Północnym, Śródziemnym, po Oceanie Atlantyckim u wybrzeży Portugalii i na drugiej półkuli- wzdłuż brzegów Brazylii, biorąc udział w Kobiecych Regatach Dookoła Świata.
Ciągle doskonaląc swoje umiejętności zdobyła uprawnienia: Master of Yachts 200 tons; Master of Yachts Ocean (International Yacht Training), została radiooperatorem SRC, brała udział w kursach STCW w Akademii Morskiej z zakresu: indywidualnych technik ratowniczych, ochrony przeciwpożarowej, zasad pierwszej pomocy medycznej, bezpieczeństwa własnego i odpowiedzialności wspólnej.
Zorganizowała i prowadziła kilkadziesiąt rejsów szkoleniowych i turystycznych. Była oficerem wachtowym na polskich żaglowcach Pogoria i Gedania. Podczas wszystkich swoich rejsów przepłynęła ponad 42 tysiące mil morskich.
Więcej informacji: www.szilajtis.com
ANNA GREBIENIOW
Z wykształcenia jest przyrodnikiem, pracuje w organizacji pozarządowej, która zajmuje się ochroną polskiej przyrody (PTOP "Salamandra"), gdzie zajmuje się głównie edukacją przyrodniczą. Dużo fotografuje, również trójwymiarowo, należy do Polskiego Klubu Stereoskopowego.
Pasję przyrodniczą realizuje nie tylko poprzez pracę, jej spełnieniem są podróże. Podróżuje w duchu Nomadów, z wiatrem, ze spokojem. Nie lubi presji i musu. Jest zafascynowana tym co pierwotne i dzikie, kocha przestrzeń i wolność. Umiłowała stepy Azji i pięciokrotnie odwiedziła Mongolię, w tym konno, wielbłądami, autostopem i…żeglując. W Mongolii zbierała również w 1999 i 2000 roku materiały do pracy magisterskiej dotyczącej konia Przewalskiego - jedynego żyjącego obecnie przodka konia domowego. Potem wielokrotnie bywała w Państwie Środka.
W 2008 roku zorganizowała wraz ze Światkiem Rojewskim, wyprawę Żaglowozem przez Pustynię Gobi. Podczas ekspedycji przemierzyli z załogą 1500 km pustyni pojazdami żaglowymi garażowej konstrukcji, dla upamiętnienia pionierskiego żaglowozowego rajdu Polaków (Rajd Przyjaźni Polsko-Mongolskiej 1978 r.). Był to do tej pory największy projekt który miała przyjemność organizować (www.mongolia.info.pl). W zeszłym roku wzięła udział w sztafecie śladami Kazimierza Nowaka i przejechała rowerem spory kawałek libijskiej Sahary (1850 km w 30 dni). Od tej pory marzy o powrocie do Afryki, na pustynne szlaki.
ASIA WYSOCZYŃSKA
Z wykształcenia psycholog ze specjalizacją zarządzanie zmianą oraz projektantka ubioru. Po kilku latach pracy w agencji reklamowej i projektowania dla przyjaciół decyduje się na otwarcie własnej firmy i budowanie marki odzieżowej sygnowanej swoim nazwiskiem.
Zarówno jej aktywność zawodowa jak i pozazawodowa oscylowała zawsze wokół estetyki oraz komunikacji wizualnej. Na Uniwersytecie Jagiellońskim wiedzę z zakresu psychologii uzupełniała o zagadnienia związane z historią i teorią sztuki kształtując indywidualny tok studiów, dopełniony stypendium z zakresu nauk społecznych na Uniwersytecie Radboud w Holandii.
Pracę dyplomową z zakresu twórczości i percepcji wizualnej pod kierunkiem prof. E. Nęcki obroniła w 2004 roku, w styczniu 2010 roku z wyróżnieniem obroniła dyplom z projektowania ubioru w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie.
Laureatka konkursu Miami AdSchool (2002), finalistka takich konkursów jak New Look Design (2008) czy Złota Nitka (2010), w 2008 ogłoszona przez dom mody Forget-me-Not Odkryciem Roku. Wygrana w konkursie Future In Fashion Foundation w 2009 roku zaowocuje wydaniem albumu prezentującego najnowszą kolekcję projektantki.
Pinnawela to od 2007 roku pseudonim artystyczny Pauliny Przybysz połowy siostrzanego duetu współtworzącego niegdyś zespół Sistars. Artystka ma na swoim koncie debiutancki album "Soulahili” wydany w lutym 2008 oraz reedycję krążka wydaną w listopadzie tego samego roku .
Jej pierwsza solowa płyta wydana pod nowym pseudonimem to dzieło w całości skomponowane wyprodukowane i wydane we współtworzonej przez artystkę wytwórni Penguin Records. Pinnawela swoją solową twórczość muzyczną okreśa mianem soulu, jednak nie w znaczeniu muzyki czarnoskórych artystó, ale bardziej brzmienia, które transmituje jej dusza.
W jej utworach można odnaleźć wiele inspiracji i odniesień do twórczości artystow,których Paulina ceni i słucha na co dzień. W piosenkach duchem obecni są więc: Erykah Badu, Prince, India Arie, Beyonce, D'Angelo, Lauryn Hill czy Mos Def. Utwory autorstwa Pinnaweli zamiast kopiować czy naśladować styl mistrzów są w pełni oryginalne i doskonale pokazują silnńą osobowość i nowatorskie spojrzenia wokalistki.
Prywatnie Paulina jest szczęścliwą mamą uroczej, półtorarocznej Matyldy, pracuje też nad kolejnym albumem.
KAROLINA SYPNIEWSKA
Pasjonatka dalekich wypraw na własną rękę. Swoją przygodę z podróżami rozpoczęła jako 7-latka wyjeżdżając z rodzicami do Meksyku. Od kilku lat pełna pozytywnej energii spełnia swoje marzenia poznając najdalsze zakamarki naszego świata z jednym plecakiem. Podróżowanie to jej żywioł; stopem, na niskim budżecie, mieszkając u tubylców, Karolina najbardziej w wojażach ceni sobie kontakt z lokalnymi mieszkańcami.
Nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu i po kolejnej podróży w głowie planuje następną. Fascynacja dzikimi kulturami i miejscami nietkniętymi w dużym stopniu przez kulturę zachodu doprowadziła ją np. na wyspy Vanuatu, Papuę Nową Gwinee, Bangladesz, Birmę, Mongolie, Pakistan, Iran czy Indie. Rosja i Australia na dłużej zagościły w jej kalendarzu- studia i praca pozwoliły na głębsze zagłębienie się w tamtejszą kulturę i okoliczne miejsca. Karolina niedawno wróciła do Polski, którą opuściła w lipcu 2008 i rozpoczęła swoją 2-letnią podróż z Bydgoszczy lądem w stronę Australii. Jechała stopem do Iranu, przemierzyła dziki Pakistan, wspięła się na ponad 5500m n.p.m., aby ujrzeć najwyższą górę świata Everest w pełnej okazałości (Nepal). Wojaże w Indiach, Bangladeszu, Sri Lance i południowo-wschodniej Azji były jej celem przed podjęciem podyplomowych studiów na antypodach. Podróżniczka nigdy nie wyjeżdża z domu bez aparatu fotograficznego. To właśnie fotografia, języki obce i nurkowanie to niektóre z zainteresowań młodej bydgoszczanki.
Podczas wyprawy Karolina prowadziła internetowy dziennik podróżniczy, w którym dzieliła się wrażeniami z drogi. Tam zamieszczona została trasa, zdjęcia oraz ciekawostki, opisy i przygody z podróży. Informacje można znaleźć na stronie internetowej www.sypkarola.geoblog.pl.
Relacja:
26 czerwca 2010 r. w Centrum Kultury Łowicka w Warszawie odbyła się jubileuszowa, dziesiąta konferencja Akademii Kobiet Sukcesu pt. „Świat kobiet z pasją".
Panel I – „Po co nam pasja?" - Andrzej Komorowski
Pan Andrzej twierdzi, że gdy słyszy słowo pasja nie kojarzy mu się ono z potocznym rozumieniem, a z jego źródłem. „Passio" z łac. oznacza bowiem cierpienie, mękę, czyli trudne i przykre uczucia. Poza taką definicją przez pasję można rozumieć także górne uczucie. Może to być ekscytacja, bunt lub po prostu miłość.
Jako doradca rodzinny i terapeuta Pan Andrzej od wielu lat „pracuje z pasją", czyli wyższymi uczuciami spotykając się z małżeństwami oraz osobami indywidualnymi. Bardzo inspirującą w jego praktyce zawodowej była historia dwojga osób, które chciały się rozwieść. Kobieta była bardzo elegencka, mężczyzna był zaś ubrany na szaro. Jedną z rzeczy które zwracały uwagę były także bardzo zniszczone ręce tego pana na wskutek ciężkiej pracy. Przyszli do gabinetu bardzo na siebie obrażeni, obrażali się także nawzajem kierując w swoją stronę przykre słowa, pretensje i wyrzuty. Gdy Pan Andrzej zapytał ich dlaczego chcą się rozstać każda ze stron miała mnóstwo argumentów „za". Jednak gdy padło pytanie o pięć pozytywnych opinii o każdej ze stron, małżonkowie nagle ucichli zakłopotani. Najpierw żona niepewnie powiedziała o mężu, że dobrze dogaduje się dziećmi, mąż zaś o żonie, że jest dobrą matką, itp. Podczas próby znalezienia dobrych rzeczy w drugiej osobie, byli bardzo skupieni, spokojni, uleciała z nich też cała złość. Gdy doszło do ostatniej rundy pozytywnych komunikatów, żona zwróciła się do męża w bardzo ciepły sposób mówiąc, że ma piękne ręce. Mężczyzna podskoczył jak oparzony, jego twarz była zmieniała kolory pod wpływem silnych emocji. Czym prędzej wziął kobietę za rękę, zapłacił za wizytę i wyszli razem bez słowa. Tak naprawdę nie było wiadomo co się stało, czy para rozstała się w końcu czy też doszli do jakiegoś porozumienia. Po kliku miesiącach, podczas spaceru z rodziną Pan Andrzej przypadkowo spotkał swoich niedawnych pacjentów. Mężczyna podszedł do niego, mówiąc, że tak bardzo poruszyły go miłe słowa o jego rękach, że postanowili pozostać razem. Czasem tak niewiele trzeba do szczęścia: kilka miłych, ciepłych, pozytywnych zdań skierowanych w stonę kochanej osoby.
Co innego, gdy partner lub partnerka nie chcą współpracować. Pewnego razu przyszła do Pana Andrzeja kobieta, która narzekała na swojego męża, że w niczym jej nie pomaga, jest agresywny oraz że wszystko musi robić sama. Wszelkie próby odnalezienia dobrych cech mężczyzny spełzły na niczym, więc Pan Andrzej zapytał jak wygląda ich przeciętny dzień. Kobieta odpowiedziała, że każdy jest niemal taki sam. Ona zajmuje się domem, a mąż przychodzi z pracy i od progu woła: „Zupy!". Gdy posiłek zostaje mu podany, on bez słowa go zjada, nie mówiąc nawet „dziękuję". Pan Andrzej poradził kobiecie, aby następnym razem gdy mąż zachowa się podobnie, należy wsadzić palec najpierw do kosza na śmieci, a potem do zupy, a następnie mu ją podać. Słysząc te słowa kobieta wyszła z gabinetu nieco dotknięta niedorzecznymi sugestiami terapeuty. Po kiku tygodniach wróciła jednak zanosząc się od śmiechu już przy wejściu. Jak się później okazało początkowo uznała poradę Pana Andrzeja za bzdurę, ale gdy pewnego dnia mąż znowu krzyknął w progu „Zupy!", ogarnęła ją prawdziwa wściekłość. Ponieważ nie było pod ręką kosza, kobieta włożyła palec do zlewozmywaka z brudną wodą, a następnie do zupy i tak podała ją mężowi. Gdy patrzyła jak on je tę zupę od razu zrobiło jej się lepiej i złość powoli ustępowała. Następnym razem poszła o krok dalej i na żądanie męża odpowiedziała „Sam sobie weź te zupę" i wyszła. Następnego dnia podczas obiadu po raz pierwszy od wielu lat mąż jej podziękował, a potem „bez pytania" umył podłogę w kuchni. Złość i bunt też są uczuciami, które potrafią dodać siły oraz ocalić miłość.
W czasie praktyki terapetycznej, Pan Andrzej spotykał głównie kobiety, które przychodziły w imieniu swoim, a czasem nawet swoich mężów. Ci ostatni przychodzą zawyczaj dopiero po kilku sesjach: przestraszeni, niepewni, a czasem agresywni. W Polsce mężczyźni ciągle czują lęk przed seksuologiem, bo oznaczałoby to przyznanie się do problemów, a tym samym porażkę. A przecież problemy w związkach tworzą i kobiety i mężczyźni, obie płcie popełniają błędy. Wielu kobiet pytam kiedy ostatnio kupiła kwiaty swojemu meżowi, kiedy pocalowała go w kark podczas gdy on mył naczynia. Mężczyzn zaś pytam kiedy ostatni raz powąchali swoją żonę, gdy przechodziła obok, zachwycili się głośno ich wyglądem?
Te pytania niejednokrotnie wprawiają ludzi w osłupienie „Mężczyznom kwiaty?", „Zachwycać się jej urodą po 10 latach?", a to przecież tak niewiele, żeby zatrzymać miłość, naszą pasję i oczarownie drugim człowiekiem.
Panel II – „Pasja sposobem na życie" - Paulina Przybysz, Joanna Wysoczyńska
Kiedy podjęłyście decyzję, że Wasza pasja będzie sposobem na życie?
PP: Tak naprawdę nigdy tej decyzji nie musiałam podejmować, bo śpiewam od zawsze. W moim domu rodzinnym śpiewał każdy: dziadkowie, rodzice i ja z siostrą. Bywało tak, że ktoś do nas przyjeżdżał i byłyśmy budzone przez rodzoców, żeby szybko zaaranżować jakiś występ.
JW: Decyzję o poświęceniu się pasji rozpoczęłam, gdy zdecydowałam się na udział w programie unijnym.To dodało mi pewności, że chcę zająć się projektowaniem ubrań.
A kiedy rozpoczęłyście własną działalność i co było takim impulsem, żeby otworzyć wlasny biznes?
PP: Mnie skłoniła do tego sytuacja fonograficzna w kraju. Pamiętam, że jeszcze za czasów grupy Sistars miałyśmy z siostrą bardzo niekorzystny kontrakt z firmą fonograficzną. Większość osób myślało wtedy, że miałyśmy mnóstwo pieniędzy, a tak naprawdę otrzymywałyśmy tylko niewielki procent ze sprzedaży naszych płyt. Później gdy rozpoczęłam karierę solową również trudno mi bylo znaleźć wytwórnię, która oferowałaby zadowalające warunki finansowe. Uznaliśmy więc z moim ówczesnym chłopakiem, że jesteśmy w stanie zrobić to lepiej, a przy okazji zatroszczyć się o siebie. Wydajemy nie tylko moje płyty, ale także obiecujących naszym zdaniem autorów takich jak: Audiofeels czy znanych już publiczności Polucjantów. Przy okazji jesteśmy też w stanie zaproponować artystom dużo lepsze warunki, niż te, które nam niegdyś oferowano.
JW: U mnie takim momentem był kończący się kontrakt z firmą, w której pracowałam, więc impuls był ważny, znaczący.PP: Chciałam jeszcze dodać, że mnie przerażało otworzenie własnej firmy. Namówiło mnie do tego otoczenie, ponieważ ja mam bardzo złe wspomnienia z dzieciństwa. Moi rodzice mieli drukarnię i wiele problemów z ZUS-em. Prowadzenie firmy kojarzylam więc od zawsze z wielkim trudem i ciągłymi kłopotami.
JW: Ja przyznam, że także bałam się założenia firmy, bo myślałam, że wiedza związana z prowadzeniem własnego biznesu jest niezwykle trudna. Okazało się jednak, że wystarczy popytać wśród znajomych, czy poprosić o dokładne wyjaśnienie wszystkich szczegółów naszej księgowej i nie było tak strasznie jak to sobie wyobrażałam.
(na zdjęciu od prawej: Joanna Wysoczyńska, Paulina Przybysz, prowadzi - Ewa Betlewicz)
Jak sobie dodawać otuchy gdy już się zdecydujemy na otwarcie własnego biznesu?
PP: Przede wszystkim trzeba stale pytać siebie: „Czego ja chcę?, Czy to rzeczywiście jest to co ja chcę w życiu robić" i trwać przy tym.
JW: Szczególnie w branży modowej trzeba dodawać sobie otuchy, bo kreacje projektaktów sprzedać jest ciężko. Jest kilka znanych osób, którym udało się przebić. Projektanci stawiający pierwsze kroki zawsze mają ciężko, więc dobrze jest brać udział w pokazach, konkursach, żeby zostać zauważoną.
Skąd czerpiecie inspiracje do swojej twórczosci?
JW: Wszystko może być inspiracją, ale bardzo ważna jest otwartość, nie zamykanie się na różne rozwiązania.
PP: Całkowicie się zgadzam, że ważna jest otwarość. W moim przypadku otwarte uszy.
Jak osiągać cele? Planować czy czekać na okazje stwarzane nam przez los?
JW: Trzeba planować, ale nie można trzymać się ustalonego planu bez względu na wszystko. Czasem sytuacja wymaga od nas elastyczności i modyfikacji tego, co założyliśmy sobie wcześniej.
PP: Zgadzam się. Czasem różne propozycje nas zaskakują i nie mają nic współnego z naszymi planami. Jednym z takich nieplanowanych działań w moim przypadku było wystąpienie gościnne ze Stanisławem Sojką na jego płycie. Nigdy bym tego sama nie zaplanowała.
Co jest najważniejsze we własnej działalności? Pasja czy może coś innego? I do czego tak naprawdę zależy sukces?
PP: Dla mnie bardzo ważna jest autorskość tego co robię, a także niezależność od opinii innych. Zdarza się tak na rynku muzycznym, że producent, który wydaje pierwszą płytę artysty, uzależnia go od siebie właśnie osądem. Gdy muzyk wydaje drugą płytę, producent np. nie chce jej wydać lub chce istotnie ingerować w jej zawartość. Tego się wystrzegam, nie tylko jeśli chodzi o producentów, ale także otoczenie. W moim zawodzie dużą wartość ma także prawda i szczerość, którą publiczość jest w stanie wychwycić.
JW: Ja akurat nie mam problemu z ingerencją w swoje prace, ponieważ nie stoi za mną żaden producent czy inna osoba, która recenzowałaby moje projekty. Ważna jest natomiast samodyscyplina, bo wolny zawód wymaga dużej motywacji i samoorganizacji.
Co pasja Wam daje w życiu prywatnym?
PP: Mi pasja pomaga być lepszą mamą. Gdy byłam w ciąży bez przerwy śpiewałam i wydaje mi się, że dzięki temu śpiewam dziś lepiej. Pasja daje mi także dużo wolności, mogę sterować sowim czasem nie pytając nikogo o zgodę.
JW: Gdy zaczęłam projektować to zauważyłam, że doba mi się lekko rozciągnęła. Bardzo często pracuję w nocy, kilka dni pod rząd bez konieczności stawiania się na 8 godzin każdego dnia. Ma to też swoje dobre strony, bo po zakończonej pracy mogę kilka dni odpoczywać.
Czy macie jakieś rady dla osób, które chcą założyć własną firmę?
JW: Ja mam taką radę, żeby nie skakać od razu na głęboką wodę. Jeśli ktoś ma regularną pracę, np. na etacie warto na mim zostać i jednocześnie spróbować rozkręcić swoj biznes. Gdy ja zaczynałam projektować 'na poważnie', pracowałam jeszcze przez kilka miesięcy w agencji reklamowej. Dzięki takiej dwutorowości miałam większy komfort psychiczny oraz poczucie bezpieczeństwa.
PP: Ja w zasadzie nie mam rad, bo jak wcześniej mówiłam do otworzenia własnej firmy zostałam przekonana, a nigdy nie wykonywałam regularnego zawodu. Szczerze mówiąc nie do końca to sobie wyobrażam.
Jesteście bardzo młodymi kobietami? Wiek w biznesie jest dla Was ułatwieniem czy przeszkodą?
PP: Ja mam takie poczucie, że się nie wyhulalam. Już będąc w liceum rozpoczęłysmy z siostrą koncertowanie, spędzając większość czasu w busach, w podróży. Nie miałam okazji studiować, brać udziału we wszystkich tych imprezach, na których bawili się moi rówieśnicy.
JW: Za dużo doświadczeń to też niedobrze. Jeśli mamy duży staż pracy w jakiejś dziedzinie, jesteśmy pełni ograniczeń. Osoba świeża na pewnym polu, nie jest świadoma, że pewnych rzeczy nie da się zrobić, więc je robi.
W jakim momencie życia się teraz znajdujecie?
PP: W tej chwili wykonuje bardzo wiele rzeczy naraz. Planuję wydanie nowej płyty, bo do tej pory koncentrowałam się na produkcji płyt innych artystów. Teraz czas na mnie.
JW: Moje życie wygląda trochę jak sinusoida. Cały czas zaczynam coś nowego. W tej chwili pracuję nad nową kolekcją.
Na zakończenie panelu, Paulina Przybysz zaprezentowała swoje zdolności wokalne wykonując fragment jednego ze swoich utworów.
Panel III – „Kobieta na końcu świata" - Anna Grebieniow, Marta Sziłajtis-Obiegło, Karolina Sypniewska
Każda z podróżniczek zaprezentowała film ze swoich niezwykłych podróży w najdalsze zakątki świata. Anna Grebieniow wybrała się na wyprawę żaglowozem (pojazd na kółkach napędzany wyłącznie siłą wiatru) śladami Wojciecha Skarżyńskiego po pustyni Globi. Marta Sziłajtis-Obiegło, która już jako 19-latka została najmłodszym kapitanem ze starym patentem opłynęła na jachcie cały świat. Karolina Sypniewska z kolei, wraz z koleżankami, ale także chwilami samotnie, podróżowała autostopem z Bydgoszczy do Iranu.
Po prezentacji autorskich filmów z wypraw, podróżniczki odpowiedziały także na kilka pytań.
Jakie macie pożyteczne uwagi dla osób, które chciałyby podążyć Waszym śladem?
KS: Pierszą radą jest wyzbycie się lęku, że może się nam coś stać. Ja zawsze sobie powtarzam, że wszyscy ludzie, których spotykam w czasie podróży na swojej drodze, mają dobre intencje. W każdym zakątku świata żyją osoby takie same jak my: zakładają rodziny, rodzą dzieci, mają przyjaciół. Nie zdarzyły mi się jeszcze żadne przykre niespodzianki, więc jestem dobrej myśli.
AG: Ja z kolei radziłabym nie traktować wszystkiego bardzo profesjonalnie, bo podczas wypraw dzieją się różne rzeczy, które krzyżują nasze plany. Trzeba dostosowywać się do sytuacji, pogody, innych czynników niezależnych od nas. Dla osób, które pierwszą wyprawę mają przed sobą mam radę, żeby uwierzyły, że podróże są dla każdego.
Czy nie boicie się chorób, złych warunków, nieznajomości języka?
AG: Przede wszystkim przed wyjazdem do konkretnego miejsca należy o nim poczytać, nauczyć się kilku słów w lokalnym języku: „proszę", „dziękuję", „za drogo". Poza tym w wielu miejscach można porozumiewać się na migi, za pomocą kalamburów. Jeśli wymaga tego miejsce trzeba się zaszczepić odpowiednio wcześnie. To są takie najprostsze rzeczy, o których trzeba pamiętać.
Czy to, że jesteście kobietami ułatwia czy utrudnia podróżowanie?
MSO: Bycie kobietą, zdecydowanie ułatwia podróżowanie. Bardzo często uzyskuję pomoc za uśmiech: przyniesienie zakupów na statek, pomoc przy przenoszeniu ciężkich rzeczy. Ludzie myślą też często: „Biedna kobieta podróżuje sama, pewnie jest jej ciężko", więc bardzo chętnie pomagają z własnej inicjatywy.
Strony polecane przez nasze prelegentki:
coachsurfing.org
lovelyplanet.com
travelbit.pl
geoblog.pl
Partnerzy konferencji: Karmi, Gymnasion, Centrum Łowicka, wydawnictwo BC Edukacja, Samanta, Elixine, sieć cukierni Sweet Home, Kino Atlantic, iCoffee, Klinika Holistyczna
Patroni Medialni: Glossy Media, Życie Warszawy oraz Radio Kolor
Autorką relacji jest Magdalena Kasperowicz-Swanson








